|
|
 |
|
 |
|
WITKACY: BEZ KOŃCA
"Witkacy był artystą wszechstronnym - malował, pisał prozę oraz dramaty. Sam często narzekał, że odbiorcy nie potrafią poprawnie interpretować jego dzieł. Krążą legendy, że był narkomanem, który dzięki używkom potrafił spotęgować swój talent, to dzięki wizjom powstawały jego największe dzieła. Tajemnicza jest także śmierć twórcy. Oficjalnie popełnił on samobójstwo, jednak zeznania jedynego świadka dziwnie często się zmieniały, samego ciała zaś nigdy nie ekshumowano. Może Witkacy wcale nie umarł? Sztuka "Witkacy: bez końca" to pokazanie artysty w chwili ostatecznej spowiedzi, rozrachunku z życiem (...) zobaczyć będzie można twórcę odartego z "maski"
Sztuka inspirowana jest dramatem Witkiewicza "Matka", przytacza także wspomnienia Czesławy Korzeniowskiej, ostatniej partnerki życiowej twórcy. Z Witkacym łączą ją szczególne wspomnienia, próbowała ona wraz z mężczyzną popełnić samobójstwo w Jeziorach. Jej późniejsze zeznania na ten temat są niespójne, podejrzanie różne. Stąd właśnie wzięły się twierdzenia o rzekomej mistyfikacji - Witkacy miał tylko udać własną śmierć. Tych tez nigdy nie potwierdzono, ale co ważniejsze, nigdy też ostatecznie nie wykluczono..
Bohaterem sztuki jest sam Witkacy, tym razem bez "maski" - jest po prostu sobą. Staje wobec widzów w obliczu ostatecznego rozrachunku ze światem i z samym sobą. Wychodzi na jaw, że jest to osoba niezrozumiana przez własne otoczenie, zamknięta w świecie własnych idei i fantazji, zupełnie niepotrafiąca odnaleźć się w otaczającym ją świecie.
http://www.luksusowylublin.pl
_______________
OKTOŁBER
"(...) Teatr Pierwszego Kontaktu podjął próbę skonstruowania telewizji w teatrze, swoiste przeciwieństwo teatru telewizji. Spektakl pocięty został na małe segmenty, które kompozycją przypominają channel surfing – błogie skakanie po kanałowych telewizji, tym razem jednak przeprowadzony na ekranie sceny. Widz wepchnięty został w sekwencje różnych programów - teleturnieju, transmisji z egzekucji, reality show – zaprezentowanych parodystycznie i kpiarsko. Krzepki humor towarzyszył niemal każdemu segmentowi, absurdalne sytuacje szczerze ubawiły publiczność niezależnie od wieku (bo przekrój wiekowy zebranych obejmował wszystkie pokolenia). Spektakl skończył się równie niespodziewanie, jak się rozpoczął. W głowie pozostał szum nabudowany kilkoma grepsami, które słyszało się gdzieś już wcześniej, w podobnej lub identycznej formie w reklamie, lub gdzieś indziej. Wprawne nimi żonglowanie, odważne zapożyczenia i kabareciarskie niemal zacięcie stanowiły mocną atut spektaklu. Kilkuosobowa ekipa Teatru zebrała zasłużone brawa."
Piotr Nita - Festiwal Teatrów Ogródkowych 2009
"Dobrze jest (...) zobaczyć coś, co w końcu może zainteresować. Ktoś w końcu zastosował 13 znaków i powstał... (uwaga: werbel!)... SPEKTAKL. Można by na tym zakończyć mój wywód.(...) Spektakl, Teatr Pierwszego Kontaktu, zrealizował w formie "channel surfingu" (...) Karmimy się nowinkami z tabloidów. Żyjemy od reklamy do reklamy. Dzięki talk-show w ogóle egzystujemy. Taki obraz polskiego społeczeństwa przedstawiła już wcześniej Dorota Masłowska w dramacie "Między nami dobrze jest". Ci co czytali, wiedzą wszystko. Doceniam pomysłowość, kreatywne i świadome rozwiązania. Doceniam stworzenie wyrazistych postaci. Po raz pierwszy, dzisiejszego dnia, jestem w stanie przyklasnąć w stronę twórców spektaklu.
Gazeta festiwalowa "Sugar free" XV Zgierskich Spotkań Małych Teatrów "Słodkobłękity 2009"
_______________
DŻENEREJSZYN OF EMIGREJSZYN
"Emigracja jest problemem teraźniejszości. Otwarte granice jawią się coraz częściej jako sposób na najbardziej dotkliwe problemy, a wolna Europa to - panna na wydaniu, z dużym, posagiem, z którą najlepiej byłoby się ożenić. To jednak nie wszystkim się udaje. Może więc uda się ją przynajmniej zaliczyć? Marzenie to nie nowe, bo sięgające najdawniejszych czasów Rzeczypospolitej, dziś przeraża swoją bezinteresownością. Uciekamy już nie przed prześladowaniem, zagrożeniem - wyjeżdżamy na Zachód dla pieniędzy i tzw. perspektyw. Kto więc zostanie, jeżeli wszyscy wyjadą? Kim jest ten wyczekiwany, nienazwany bohater? To pytania, które podejmuje grupa Teatr Pierwszego Kontaktu w spektaklu "Dżenerejszyn of emigrejszyn" z Lublina. Pokazując to z perspektywy młodych wierzących w arkadyjskość Europy. Tam jest wspaniale, nie ma problemów ani trosk. Tam nawet dziwki robią to dla przyjemności. Jest zielone, białe, niebieskie. To nie ucieczka, lecz marsz ku wolności, euforyczny taniec. A wszystko z widoczną, prześmiewczo-ironiczną zaciekłością. Krzycząc stają się jednymi z nas, my stajemy się nimi".
Karol Rębisz (Gazeta Festiwalowa Kontestacji 2006: Piąta Ściana)
_______________
STRONA 44
"Widownia była częścią spektaklu, aktorzy częścią widowni. Zabieg wchłaniania publiczności w środek widowiska teatralnego, zaczerpnięty z eksperymentalnych poczynań Grotowskiego, tym razem nabiera wyjątkowego znaczenia. Poruszono poważny problem, opisujący dorastających ludzi we współczesnej dżungli codziennej monotonii. Głos pokolenia młodych: zagubionych, poszukujących własnej tożsamości, wrażliwych. Jak poradzić sobie z rzeczywistością, w której zewsząd otacza ignorancja, bezduszność, negacja podstawowych wartości? Nikt nie może pomóc, nikt nie chce wysłuchać. w tym świecie nawet ściany nie mają uszu. Jest wewnętrzna próżnia, którą zapełniają jedynie myśli o samozniszczeniu. Spektakl "Strona 44" podważa autorytet rodziny i szkoły, które nie są w stanie zrozumieć młodego człowieka. Skostniałe zasady funkcjonowania w społeczeństwie skutecznie poniżają niedostosowanych. Obowiązki, ambicje, oczekiwania narzucane zbyt gwałtownie, nieprzemyślane oskarżenia, mogą doprowadzić do tragedii. Słowo "kocham", powtarzane bez sensu, wyświechtane, straciło podstawowe znaczenie. Raczej przytłacza, niż przynosi ulgę.
Widzowie w różny sposób zachowywali się wobec nagłych "zaczepek" aktorów: niektórzy reagowali śmiechem, zażenowaniem, inni po prostu zamierali na krzesłach z przerażenia. Zachowanie publiczności doskonale odzwierciedla podejście wychowawców wobec buntu dorastających dzieci. Lepiej zrzucić problemy na szkołę, złe towarzystwo, odwrócić wzrok, trudniej porozmawiać, zrozumieć. Bohaterka spektaklu, dziewczyna zagubiona w obłudnym świecie relatywnych wartości, szuka jedynie zrozumienia. Odrzucona przez rodziców, którzy próbują leczyć swoje kompleksy uzurpując sobie prawo do ograniczania potrzeb córki, ucieka w świat wirtualnych rozwiązań. zasiadając przed monitorem komputera, wchodzi nijako do internetowej poradni psychologicznej. Pragnie tylko, aby ktoś zechciał ją wysłuchać, nie prosi nawet o radę. Niestety, po drugiej stronie siedzi manekin, złudzenie człowieka godnego zaufania. Wielka kukła, będąca przez cały spektakl w centralnym miejscu, symbolizuje obojętność, z jaką podchodzimy do problemów innych. Stale obecna, przenoszona przez postacie z miejsca na miejsce, spada na podłogę, podnosi się. Ciągle tak samo martwa, szara, uległa. Manekin pozbawiony wrażliwości, ubezwłasnowolniony, nie musi łykać tabletek, podcinać sobie żył, skakać z mostu. Nie pyta i nie błądzi. Nie żyje.
Chęć zniknięcia, oderwania od dokuczliwego życia, prowadzi do tragedii. Wystarczy bowiem otworzyć fiolkę i... "za mamusię, za tatusia". Okazuje się jednak, że nawet tak drastyczne posunięcie nie jest w stanie zmienić mentalności ludzi. Po kilku słowach współczucia, żalu trzeba powrócić do codzienności, zająć się obowiązkami. Jednostkowy wybryk samodestrukcji nie może zatrzymać biegu pędzącej machiny. Samobójstwo jest "przykrym incydentem", po którym należy bezzwłocznie przejść do zastanego nieporządku dziennego. Wszyscy przecież chcieli dobrze, wyszło jak zwykle...
Spektakl nie tylko trzymał w napięciu, momentami wręcz wprowadzał w konsternację. Krzyk, szept, przemieszany z zadawanymi pytaniami, które zaliczyć można do kategorii tych egzystencjonalnych, poważnych i, niestety, zazwyczaj pozostających bez odpowiedzi. Kiedy nagle gasło światło, w zupełnej ciemności, ciszę przerywały tylko nurtujące szepty. Aktorzy niczym dzieci autystyczne, po omacku szukali wyjścia z tego labiryntu. W samym centrum sali odbywała się tragedia młodego pokolenia. widzowie z bliska mogli obserwować każdy ruch, gest, mimikę twarzy występujących. Brak podziału na oglądających i grających zmniejszył dystans i pozwolił na głębsze odczuwanie każdej kolejnej sekwencji zdarzeń. Zbiorowa kreacja aktorska była niewątpliwym atutem przedstawienia. Stworzono spektakl moralnego niepokoju, dotknięto kontrowersyjnego tematu dorastania i śmierci. Mimo, że na scenie występowali młodzi ludzie, początkujący dopiero w teatralnej materii, zapewnione zostały kompleksowe usługi dostarczenia wrażeń (...)"
Monika Szczepan, (Gazeta Festiwalowa Kontestacji 2008: Piąta Ściana)
| |
 |
 |
 |
|
|
|
|
|
|
|